Skip to main content

Polish Parade i Czołówka Teatralna: Henryk Wars i Feliks Konarski u boku gen. Andersa

Referat wygłoszony na XLVI sesji Stałej Konfrencji MABPZ - Chicago 2024 r.

Polish Parade i Czołówka Teatralna: Henryk Wars i Feliks Konarski u boku gen. Andersa

Referat wygłoszony na XLVI sesji Stałej Konfrencji MABPZ - Chicago 2024 r.

Po wybuchu II wojny światowej Henryk Wars został zmobilizowany jako rezerwista i brał czynny udział w kampanii wrześniowej. Udało mu się uciec z niewoli niemieckiej i sowieckiej, a późną jesienią 1939 roku przedostał się do Lwowa. We Lwowie, za pozwoleniem sowieckich władz, zorganizował nowy zespół pod nazwą Teatralnyj jazz (w skrócie Tea-Jazz), z którym kilkakrotnie odbył tournée po Związku Sowieckim.

W wywiadzie dla Radia Wolna Europa lub dla Głosu Ameryki udzielonym ok. 1972 roku Wars tak wspominał moment, kiedy po ataku Hitlera na Rosję Tea-Jazz znalazł się w Taszkiencie bez jakichkolwiek angaży i dalszych perspektyw na występy:

Dostałem depeszę od gen. Andersa, który zaproponował nam - całej grupie - wstąpienie do wojska w charakterze takim, jakim myśmy byli. To znaczy się muzyków, kompozytorów, aktorów, śpiewaków, tancerzy, itd. Oczywiście trzeba było wydostać zezwolenie od władz sowieckich, co mi poszło stosunkowo łatwo i myśmy całkiem hurtowo (że tak powiem) przeszli wraz z całym ekwipunkiem do Armii Polskiej. Był to koniec roku 41-go. I wraz z Polską Armią myśmy opuścili Rosję drogą na Persję, Irak, Palestynę, i w końcu Włochy. Tak żeśmy przeszli kampanię całą z 2 Korpusem. Oczywiście cały szereg bitew, gdzie myśmy brali udział - może nie jako wojownicy, ale jako ci, którzy starali się podtrzymać żołnierza na duchu - i rezultat był wspaniały[1].

Dalsze perypetie polskich artystów na drodze z Rosji do Persji i na Bliski Wschód świetnie i dowcipnie opisał Feliks Konarski (pseudonim Ref-Ren), którego zespół Czołówka Teatralna towarzyszył występom Tea-Jazz Warsa:

Był to chyba najweselszy pociąg, jaki przejechał przez Rosję Sowiecką, pociąg, na który czekaliśmy tak długo, pociąg-marzenie, który wiózł nas w nieznane, lepsze czy gorsze, lecz w każdym razie nie takie, jak to „znane", które zostawialiśmy za sobą!... Szkoda tylko, że nie wszyscy...

Jazda do Krasnowodzka odbywała się według obowiązującej zasady: krótkie etapy - długie postoje. Ktoś z wyglądających przez otwarte drzwi towarowego wagonu na puste stepy, zauważył sznur bocianów, ciągnących z południa. Patrzyliśmy długo za lecącymi ptakami, w milczeniu, chociaż na widok bocianów, powracających do swych gniazd, odżyły myśli, dręczące nas od chwili, gdy byliśmy zmuszeni opuścić Kraj. Ktoś odezwał się półgłosem, „Szczęśliwe bociany... wracają. Zazdroszczę im!".

Wczesnym rankiem pociąg zatrzymał się w Krasnowodzku... Nie, przepraszam! Toby było za dobrze! Pociąg zatrzymał się dziewięć kilometrów przed Krasnowodzkiem, w przejściowym obozie, gdzie można było zmoknąć na deszczu, pilnować worków i plecaków, żeby ich ktoś nie zamienił, po raz ostatni przejrzeć papiery i świstki, pozbywając się takich, na których mogło być cokolwiek napisane po rosyjsku, spalić błony fotograficzne, wreszcie zostawić lub wyrzucić skrzętnie zbierane uprzednio ruble. Wszystko to było głupstwem wobec bliskości portu, do którego trzeba było dojść, uginając się pod ciężarem wszelkiego rodzaju tobołów i tobołków!

Mimo to wszyscy doszli!... Bez narzekania, bez zmęczenia, w świetnej formie i doskonałym czasie! Widziałem kiedyś w Warszawie, bieg Maratoński. Nie pamiętam już, kto wtedy zwyciężył - owego dnia w Krasnowodzku wszyscy w tych zawodach zwyciężyli!... Zwyciężyli, bo mogli wsiąść na okręt, który przy dźwiękach hymnów wolno odpłynął od brzegu, gdzie przez długi jeszcze czas widniały, jak memento tego, co minęło, niebiesko-czerwone czapki![2]

Wkrótce po przybyciu do Teheranu, na początku kwietnia 1942 roku, Czołówkę Teatralną Ref-Rena połączono z muzykami Tea-Jazzu w zespół pod nazwą Polish Parade. Pomysłodawcą nazwy był sam Wars, który na jednym z pierwszych występów w Teheranie zaanonsował po angielsku występ nowego zespołu: „Polish Parade - thanks for the attention you have paid!". Już 2 maja 1942 roku Polish Parade zadebiutował w Teheranie na specjalnym koncercie łączącym krótkie scenki teatralne z repertuarem muzycznym i tanecznym. Latem tego samego roku na występie teatralno-muzycznym zespołu jednym z punktów programu była Kołysanka Warsa, skomponowana dla księżnej Persji Fowzieh Pahlavi i jej zadedykowana.

Od początku działalności artystycznej poza Rosją Wars nieustannie komponował dla swego zespołu piosenki, utwory instrumentalne i muzykę do przedstawień Czołówki Teatralnej Ref-Rena. Niestety większość tych dzieł zaginęła podczas tułaczki przez Persję, Irak, Palestynę i Włochy. Zachowało się tylko około tuzina piosenek zanotowanych w skrótowej formie linii melodycznej przez Ref-Rena i opublikowanych w jego wojennych wspomnieniach Piosenki z plecaka Helenki. Tylko akompaniament muzyczny do teatralno-tanecznego widowiska Przy studni napisanego na Bliskim Wschodzie został zrekonstruowany przez Warsa w Los Angeles w 1948 roku. Rękopis tego utworu znajduje się w Henryk Wars Collection USC Polish Music Center.

Wkrótce po utworzeniu Polish Parade polowe występy zespołu w Iraku zostały pozytywnie przyjęte przez publiczność. Byli to głównie żołnierze 2 Korpusu i młodzi kadeci. Jeden z nich, Zbigniew Siemaszko, po ewakuacji z Rosji do Persji przeszedł cały szlak wojenny razem z gen. Andersem. Był też świadkiem koncertów Warsa i jednym z pierwszych, którzy zauważyli reakcję generała na występ głównej solistki Polish Parade:

Widziałem bardzo dobre występy rewii na tle budynku sztabowego w obecności gen. Andersa. Występy te odbywały się na dość prymitywnej estradzie oświetlonej reflektorami odpowiednio ustawionych ciężarówek.

Zamiast spuszczania kurtyny (której nie było) gaszono na raz wszystkie światła ciężarówek, dzięki czemu prawie nie było widać przygotowań do następnego występu, który zaczynał się od jednoczesnego zapalenia wszystkich reflektorów.

W gronie świetnych wykonawców zwróciłem uwagę na Renatę Bogdańską. Może to wówczas, po tym przedstawieniu, gen. Anders polecił Zofii Terné, żeby na kolację do Bagdadu przywiozła ze sobą Bogdańską, bo taki był początek osobistego zainteresowania generała[3].

Wiosną 1943 roku zespól Polish Parade występował w Palestynie i Egipcie. Według relacji prasowych bilety na występy w Kairze były całkowicie wyprzedane i co kilka tygodni zespół Warsa wraz z Czołówką Teatralną Konarskiego przygotowywał nowe spektakle. Oprócz Ref-Rena teksty do muzyki Warsa pisał Konrad Tom, a dekoracje sceniczne tworzyli Feliks Fabian i Ludwik Wiechecki. Do programów dołączano także piosenki francuskie i angielskie, gdyż przedstawienia były chętnie oglądane także przez żołnierzy i personel cywilny wojsk alianckich. Na jednym z występów polskiego zespołu w Kairze zjawili się Louis Armstrong, Fred Astaire, Josephine Baker, Marlena Dietrich, David Niven i Ginger Rogers, którzy pełnili podobną rolę w przedstawieniach i koncertach dla żołnierzy wojsk alianckich. Na koncerty Polish Parade i Czołówki Teatralnej przybyli także Farouk, król Egiptu, oraz Jerzy II, król Grecji.

Zespoły Warsa i Konarskiego zdobywały kolejne laury. „Parada", ilustrowany dwutygodnik Armii Polskiej na Wschodzie, zamieściła taką oto recenzję jednego z ich występów:

Jeśli chodzi o szczegóły przedstawienia, tańce zdobyły sobie największą i zasłużoną popularność. Zarówno tragiczna kompozycja Warsaw Concerto, jak i dynamiczne polskie tańce ludowe, a szczególnie pełen uroku Mazur, który stał się wzorem dla angielskiego lansjera, czy piękny walc wiedeński - wszystkie te tańce stanowiły prawdziwe przeżycie artystyczne.

Oleńska jest świetną aktorką rewiową. Posiada rzadko spotykaną niewzruszoność i patos mimiki, a jej groteskowa interpretacja pełnych godności ról za jednym zamachem zdobywa serca publiczności. [...] Bogdańska reprezentuje urok i wdzięk gwiazdy filmowej. Jej werwa, energia, a przede wszystkim zdolność opanowania obcej widowni, wróżą jej niepospolitą karierę sceniczną.

Kersen zdołał całkowicie opanować wszelkie trudności związane z występami w obcym języku, o czym świadczy jego z łatwością prowadzona konferansjerka. [...] Wars dyryguje swoją orkiestrą z wielkim mistrzostwem. Swing w wykonaniu orkiestry stał na najwyższym poziomie, co należy specjalnie podkreślić, bo tego rodzaju muzyka jest obca Polakom[4].

Wczesną wiosną 1944 roku 2 Korpus Polski gen. Andersa opuścił Egipt i przeprawił się przez Morze Śródziemne do Taranto na południu Włoch, by następnie, w maju, wziąć udział w szturmie na Monte Cassino. Po dotarciu do Port Said w Egipcie Feliks Konarski rozpoznał statek zakotwiczony na redzie portu:

Stojąc na brzegu ujrzałem dwa pochylone kominy i charakterystyczną sylwetkę okrętu, który widziałem już bardzo dawno, bo aż pięć lat temu. Tylko, że wówczas był świeży, lśniący, a dziś jakiś brudny, umorusany, jakby zmęczony pięcioletnią tułaczką po obcych morzach. Zupełnie jak my...

Tak, to był Batory! Na Batorym nie cierpiałem na morską chorobę! Okręt wprawdzie kiwał się mocno na wzburzonych falach, ale ja kiwałem się dwa razy mocniej, gdyż załoga składająca się ze starych znajomych była w posiadaniu całej baterii butelek tzw. „mocnej wody". W ten sposób znalazłszy się na lądzie byłem zlekka zamglony[5]!

Po przybyciu do Włoch, występy Czołówki Teatralnej i orkiestry Polish Parade dla wojska w okolicach frontu nieopodal Monte Cassino zaczęły być bardzo niebezpieczne. Tak wspominała je Ochotniczka Helenka, aktorka zespołu Czołówki, Nina Oleńska, żona Feliksa Konarskiego:

Wyjechaliśmy raniutko, a w południe nasza ciężarówka zatrzymała się na stanowiskach ckemów, na pięknym pagórku, skąd roztaczał się wspaniały widok. Żołnierze otoczyli nas zwartym kołem. Mimo woli wyrwało mi się pytanie:

- Przepraszam, a jak daleko stąd do Niemców?

Jakiś pucułowaty kapral uśmiechnął się:

- Są na tym przeciwległym zboczu. Przez lornetkę można ich nawet zobaczyć... Zrozumiałam przez to, że Niemcy nas też mogą zobaczyć przez lornetkę i nie byłam z tego bardzo zadowolona. Starałam się uśmiechnąć. Musiało to wypaść nieszczególnie, bo koleżanki zapytały mnie od razu, czy mnie czasem żołądek nie boli...

Scena była zbudowana z jaszczów z amunicją, przykrytych płachtą z samochodu, pomiędzy dwoma pagórkami, na których usadowili się żołnierze. Takiej krzywej sceny nie widziałam nigdy przedtem i nigdy potem. Niebieskooki porucznik starał się to wyjaśnić to z „czarującym" uśmiechem:

- Niestety nie mogliśmy dokładnie wyrównać terenu, bo wczoraj w tym miejscu padł pocisk i zabił jakiegoś pastucha. Pastucha pochowaliśmy obok, ale dziura po pocisku była bardzo duża i nie zdążyliśmy jej zasypać dokładnie. Szkoda, że państwo wczoraj nie przyjechali. O tej porze było tu bardzo wesoło!

Pomyślałam, że rzeczywiście, byłoby bardzo wesoło, gdyby w tym miejscu, gdzie rąbnął pocisk, była nasza scena. Mogła być duża „rozrywka"! Obok sceny stał mały namiot, przeznaczony na garderobę dla "pań", bo „panowie" przebierali się za samochodem. W namiocie z trudnością można było poruszać się. Na przestrzeni dwóch metrów kwadratowych widać było z osiem pokaźnych dziur w ziemi. Postanowiłam już o nic nie pytać, ale tajemnicę tych dziur wyjaśnił nam kapral, który przyniósł wódę do picia.

- To są dziury po minach, które dwa dni temu zostały wykryte. Min tutaj wogóle nie brakuje.

Musiałam zrobić „ładną minę", bo od razu wyszedł z namiotu.

Droga do Pietrabbondante była bardzo urozmaicona. Cztery godziny jazdy po serpentynach, które wydały się 47-mioma braćmi słynnych,,siedmiu sióstr" na drodze Tel-Aviv - Jerozolima. A nade wszystko bardzo zachęcające informacje podporucznika, który nas pilotował:

- Trzeba tu jechać bardzo ostrożnie, bo lasek jest kompletnie zaminowany. Wczoraj, o, w tym tu miejscu wyleciał na minie nasz wóz.

Przejechaliśmy jeszcze dwieście metrów:

- Dwa dni temu jeden kapral „Karpatczyk" stanął na przydrożnym kamieniu koło tego drzewka i frunął razem z kamieniem.

Od tego czasu omijam wszystkie przydrożne kamienie. Nawet gdy samochód po kilkugodzinnej jeździe zatrzymuje się na parę minut w wiadomych celach.

W Acquafondata mogło być bardzo przyjemnie, gdyby nie strzelanina. Zaczęło się w momencie, kiedy orkiestra składająca się z dwóch osób zaczęła grać uwerturę. Byliśmy wszyscy w świetnym nastroju, bo poprzedniego dnia ostrzeliwano w tym samym miejscu konkurencyjny zespół. Dzisiaj przyszła kolej na nas. Jakieś sto metrów na prawo od sceny waliła ciężka kolubryna nowozelandzka, naprzeciwko sceny o jakieś 50 metrów parskała nasza ciężka plotka, a z tyłu za sceną co parę minut kropiły działa angielskie. W międzyczasie kilka niemieckich pocisków rozerwało się na wysokim zboczu o jakieś 400 metrów od nas. Słowem nastrój prawdziwie koncertowy.

Przed wyjściem na scenę usłyszałam, jak oficer oświatowy zwracał się do naszego kierownika:

- Niech państwo postarają się jak najprędzej skończyć przedstawienie! Właśnie otrzymałem rozkaz w tej sprawie...

- Wcześniej niż za godzinę nie skończymy. Dopiero idzie pierwszy numer.

- A nie można czegoś wyrzucić?

- Można, ale my nie mamy tego zwyczaju!

Po półgodzinnej strzelaninie tak przyzwyczailiśmy się do niej, że zaczęliśmy żartować. Jeden z kolegów powiedział do mnie na scenie:

- Panno Helenko! Pewnie będzie deszcz...

- Dlaczego?

- Bo grzmi!

I tak grzmiało aż do finału. Kiedy skończyliśmy finał skończyło się strzelanie. Zaproszono nas na małą przekąskę. Byłam zdziwiona, że nikt nie ma apetytu. Z Acquafondata jechaliśmy bardzo szybko. Nigdy dotąd kierowca tak szybko nie jeździł[6]!

W przeddzień szturmu na Monte Cassino Polish Parade i Czołówka Teatralna zostały zaproszone na prywatny występ dla gen. Andersa i jego sztabu. Tak opisała ten niecodzienny koncert Renata Bogdańska, przyszła żona generała:

Ładujemy się na samochody. Nie wiemy, dokąd jedziemy. Okazało się, że do miasteczka Cassino. To było dziwne przedstawienie, nie takie normalne dla dużej publiczności żołnierskiej, która zawsze żywo reagowała. Dostawaliśmy brawa, ale zdarzały się i gwizdy.

Tym razem zawieźli nas do jakiejś willi, w dużym ogrodzie, na trawie ustawiono kilka rzędów krzeseł. Nie było nawet prowizorycznej sceny. Siedzieli tylko oficerowie. Wśród nich generał, który wyglądał po prostu strasznie. Mizerny, oczy podkrążone. Nie uśmiechnął się ani razu...

Nie wiedzieliśmy, o co chodzi, co to wszystko znaczy. W dodatku zaraz po występie nie dostaliśmy żadnego poczęstunku, tylko nas popędzali, żebyśmy szybko odjechali. Kategorycznie nakazano nam włożyć hełmy. Wracając, zgubiliśmy drogę. Zrobiło się już ciemno. I nagle - koniec świata! Potworny huk! Tysiące dział zaczęło walić! Nam, artystom, nie przyszło do głowy, że to szturm się zaczął. Była jedenasta w nocy.

Dopiero potem zrozumieliśmy, że to przedstawienie zostało zorganizowane po to, aby odwrócić uwagę, że nic się specjalnego nie dzieje. Milczeliśmy. Każdy się modlił po swojemu. Baliśmy się strasznie! Przecież tam giną ludzie, mówiliśmy sami do siebie. Nasi! W naszym Campobasso atmosfera była niesamowita. Wszyscy patrzyli w niebo. Nikt tej nocy nie spał. Nie mieliśmy na nic ochoty. Każdy chodził smutny, zamyślony. Czekaliśmy w napięciu na wieści z frontu. Nikt nas nigdzie nie zapraszał. Nie mieliśmy prób, bo nikt nie mógł się skupić. Chodziliśmy bez sensu po małym miasteczku.

18 maja wczesnym rankiem przyjechał specjalny goniec i przekazał wiadomość o zwycięstwie. Odetchnęliśmy. Jeszcze tego samego dnia zawołali nas na przedstawienie. Na gruzach, u stóp klasztoru benedyktynów. Na górze ani jednej trawki, ani jednego krzaczka, drzewa... Wszystko wypalone. Ziemia dymi jeszcze, a my mamy dać występ. Co śpiewać w takiej chwili?

Okazało się, że genialny Felek [Konarski] napisał w ciągu tych ostatnich kilku dni Czerwone maki. Nikt poza Gidkiem [Boruckim] nie znał słów. Mieliśmy na kartce słowa refrenu, które natychmiast podchwycili żołnierze. Dla nich Malicz i Filip Ende trzymali wielki transparent ze słowami refrenu, które namalował Felek Fabian. Wszyscy płakaliśmy. Generał siedział zmęczony, ale wyraźnie szczęśliwy w miejscu, gdzie dziś jest jego grób[7].

Kolejna ciekawostka związana z rolą Henryka Warsa i jego zespołu u boku 2 Korpusu to wizyta na włoskim froncie „tajemniczego" angielskiego generała. Tak wspominał ten epizod gen. Anders:

23 lipca [1944] gen. Sosnkowski i ja otrzymaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w przyjęciu gen. Collingwooda przez 8-mą armię. Tym „generałem Collingwood" był Król angielski, Jerzy VI, który przybył do żołnierzy frontu włoskiego.

W Perugii 26 lipca zostałem przedstawiony Królowi i miałem zaszczyt odbyć z nim krótką rozmowę. Następnie, po przeglądzie i defiladzie wojsk, gościna w kwaterze polowej gen. Alexandra, wieczorem obiad u gen. Leese, dowódcy 8-mej armii. W czasie obiadu grała orkiestra 2 Korpusu. Królowi podobała się szczególnie melodia piosenki o Lwowie „A gdybym się kiedyś urodzić miał znów, to tylko we Lwowie".

Gen. Alexander i gen. Leese znali ją prawie na pamięć z wielu odwiedzin Korpusu. Śpiewaliśmy razem, Król nucił. Nuty i słowa (fonetycznie) tej piosenki przesłałem później królowi dla przypomnienia tego wieczoru[8].

Do wspomnień generała Andersa o tym wydarzeniu należy dodać relację Elżbiety Warsowej, przekazaną autorowi tego artykułu ponad dwadzieścia lat temu. Po koncercie Polish Parade i zbiorowym wykonaniu piosenki przez zebranych w Perugii gości, Jerzy VI poprosił gen. Andersa o nuty Tylko we Lwowie w wersji na fortepian solo jako prezent dla jego młodszej córki. Wkrótce potem Anders zwrócił się do Warsa z prośbą o przekazanie generałowi tego aranżu wraz z artystycznie zaprojektowaną stroną tytułową z dedykacją dla króla i jego młodszej córki Margaret. Wars odpowiedział generałowi, że chętnie wykona zapis nutowy, ale ktoś inny powinien zaprojektować stronę tytułową. Miał (według p. Warsowej) stwierdzić, że „kompozytor pisze nuty, a artysta wykonuje okładki". Jak wspominał gen. Anders, nuty piosenki Tylko we Lwowie dotarły na ręce Jerzego VI w odręcznym zapisie Warsa ze stroną tytułową zaprojektowaną i namalowaną przez Feliksa Fabiana.

Jeszcze jednym muzycznym śladem ze szlaku Henryka Warsa i jego zespołu po wyjściu z sowieckiej Rosji jest piosenka Po mlecznej drodze. Słowa do niej napisał Feliks Konarski latem 1942 roku, a jej piękną melodię na wielu koncertach w Persji, Iraku, Palestynie i we Włoszech śpiewała Renata Bogdańska. Wiele lat później, kiedy Wars wyemigrował do Ameryki i zamieszkał w Los Angeles, melodia tej piosenki została wykorzystana przez niego jako jeden z głównych tematów Koncertu na fortepian i orkiestrę, skomponowanego w Hollywood w 1950 roku. Utwór ten, napisany z romantycznym rozmachem i wirtuozowską partią fortepianu, został w swej ostatecznej formie wykonany dopiero w czerwcu 2005 roku przez orkiestrę Filharmonii Łódzkiej pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego. Na koncert przylecieli z Kalifornii córka Warsa Danuta i jej młodszy brat Robert wraz z rodzinami[9]. Rena Anders również przybyła z Londynu, by usłyszeć premierowe wykonanie Koncertu fortepianowego Warsa. W kuluarach, po zakończeniu programu, z głębokim wzruszeniem wspominała swoje własne występy dla 2 Korpusu z tą właśnie piosenką.

Od czasu powstania w 1942 roku melodia Po mlecznej drodze rozbrzmiewała przez lata w kręgu twórców, odtwórców i naocznych świadków epopei gen. Andersa, jego żołnierzy i osób im towarzyszących. 30 maja 1990 roku Feliks Konarski napisał o tej piosence do wdowy po kompozytorze, Elżbiety Warsowej:

Kochana!

Tak jak przyrzekłem przesyłam nuty i tekst „Mlecznej drogi". Film o generale wysyłam jutro. Kocham Cię i całuję tak gorąco, że gorącej nie można! xxxx Feliks.

Do powyższej notki Konarski załączył zapis nutowy piosenki w układzie na gitarę (Konarski był także muzykiem i kompozytorem piosenek), wraz z maszynopisem swego wzruszającego tekstu, dodając poniżej: „Pisane w Abali (Persja) 1942".

Za udział w kampaniach 2 Korpusu na Bliskim Wschodzie i we Włoszech Henryk Wars otrzymał w marcu 1945 roku Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino, a we wrześniu 1946 roku został uprawniony do noszenia orderów Gwiazdy za Wojnę 1939-1945, Gwiazdy Afryki i Gwiazdy Italii. Z kolei dekretem z dnia 18 maja 1945 roku gen. Adolfo Infante przyznał mu Order Kawalera Korony Włoch.

Na początku lutego 1947 roku, po długich staraniach o wizę wjazdową do Stanów Zjednoczonych, Henryk Wars wraz z rodziną wypłynął z Neapolu do Nowego Jorku. Jego losy w Ameryce to osobna i także fascynująca historia, warta naświetlenia przy innej okazji.

Przypisy

[1] Henryk Wars, wywiad dla RWE lub VOA, ok. 1972. Cyt. za M. Żebrowski, Sex Appeal – The Life and Times of Henryk Wars [w przygotowaniu].

[2] F. Konarski, Piosenki z plecaka Helenki, Rzym 1946, s. 71-73.

[3]  Z. S. Siemaszko, General Anders w latach 1892-1942, Londyn-Warszawa-Łomianki 2012, s. 598

[4] „Parada: dwutygodnik ilustrowany Armii Polskiej na Wschodzie", bez daty, cyt. za: R. Wolański: Już nie zapomnisz mnie. Opowieść o Henryku Warsie, Warszawa 2010, s. 157-158.

[5] F. Konarski, dz. cyt., s. 130-131.

[6] Tamże, s. 139-143.

[7] Cyt. za: A. Mieszkowska, Była sobie piosenka. Gwiazdy kabaretu i emigracyjnej Melpomeny, Warszawa 2006, s. 183-184. 

[8] W. Anders, Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946, Londyn 1959, s. 232-234.

[9]  Partę fortepianu na łódzkim koncercie wykonał autor tego artykułu.

Tagi

Więcej o Autorze (Autorach)

0raz Pozostałe Publikacje tego Autora (ów)

Marek Żebrowski

Marek Żebrowski, ur. w Poznaniu, rozpoczął swą muzyczną edukację w wieku pięciu lat. Po ukończeniu (z wyróżnieniem) poznańskiego Liceum Muzycznego, rozpoczął studia muzyczne we Francji, kontynuując...

Copyrights

COPYRIGHTS© STAŁA KONFERENCJA MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE
CAŁOŚĆ LUB POSZCZEGÓLNE FRAGMENTY POWYŻSZEGO TEKSTU MOGĄ ZOSTAĆ UŻYTE BEZPŁATNIE PRZEZ OSOBY TRZECIE, POD WARUNKIEM PODANIA AUTORA, TYTUŁU I ŹRÓDŁA POCHODZENIA.
AUTOR NIE PONOSI ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEZGODNE Z PRAWEM UŻYCIE POWYŻSZEGO TEKSTU (LUB JEGO FRAGMENTÓW) PRZEZ OSOBY TRZECIE.

Stała Konferencja Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie | MABPZ

Stała Konferencja
Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie

Sekretariat

The Polish Museum of America
Muzeum Polskie w Ameryce
984 N. Milwaukee Ave.
Chicago, IL. 60642
USA

Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
+1-773-384-3352 [ext. 2111]

UWAGA

Z Sekretariatem MABPZ
prosimy kontaktować się tylko w kwestiach dotyczących Konferencji.

Niniejszy portal internetowy Stałej Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie (MABPZ) został zainicjowany i był prowadzony do 2018 roku przez pracowników Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie i Biblioteki im. Wandy Stachiewicz.
www.polishinstitute.org

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych
www.mkidn.gov.pl

Przy współpracy z Fundacją Silva Rerum Polonarum z Częstochowy
www.fundacjasrp.pl

Od 2020 r., projekt finansowany jest ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury - państwowego funduszu celowego; dzięki wsparciu Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą - Polonika
www.polonika.pl

Deklaracja dostępności strony internetowej
Deklaracja PDF pobierz

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Fundacja Silva Rerum Polonarum Częstochowa
Instytut Polonika