Józef Retinger w świetle listów conradowskich i archiwów brytyjskich 1914 - 1918

Referat wygłoszony na XX sesji Stałej Konferencji MABPZ - Rapperswil 1998 r

Eugenia Maresch | Józef Retinger w świetle listów conradowskich i archiwów brytyjskich 1914 - 1918
SESJA: 20
WIĘCEJ PUBL. Z SESJI: 1998 - XX
WIĘCEJ PUBL. Z TEJ INSTYTUCJI: Studium Polski Podziemnej w Londynie
← WSTECZ

Przygotowując w Bibliotece Polskiej w Londynie wystawę conradowską z okazji 140-lecia urodzin Josepha Conrada, natknęłam się w papierach po Józefie H. Retingerze[1] na 6 listów Jessie Conrad (żony Conrada) zupełnie nieznanych ani nigdzie dotąd nie publikowanych oraz na jeden list samego pisarza. Listy same w sobie nie są historycznie rewelacyjne ani nie stanowią dużej wartości literackiej, po prostu donoszą Retingerowi, jako przyjacielowi rodziny, o zwykłych zdarzeniach życia codziennego: stanie zdrowia, trosce o syna Borysa, który wyruszył na wojnę, czynią wymówki, że rzadko pisze oraz wyrzuty „[...]będę mówiła szczerze. Co z moją drogą Tolą i jej córeczką [...]”[2]. Jessie Conrad nawiązuje do separacji Retingera z żoną Otolią z Zubrzyckich. Te fragmenty informacji o Conradzie i Retingerze, dwóch przyjaciołach, których losy dziwnie splótł język obcy — jednego jako pisarza literatury angielskiej, drugiego jako „konsyliarza” w świecie dyplomacji, wiąże artykuł mówiący o dwóch fascynujących kolekcjach, jakie Biblioteka Polska w Londynie posiada — „conradianach” i „retingerianach”.

Opracowując niniejszy artykuł, oparłam się nie tylko na listach Conrada, lecz sięgnęłam także do korespondencji osobistej Retingera, która przekazana została Bibliotece Polskiej w Londynie, jak też do „teczek retingerowskich” w Public Records Office, które okazały się bogatym źródłem niezwykłych informacji. Z tego też względu temat nie jest zawężony do tematu „Conradiana w zbiorach Biblioteki Polskiej”, mimo iż wczesny okres ich przyjaźni, obejmujący lata 1914-1918, można nazwać „conradowskim”; sam Retinger stwierdza w swoich pamiętnikach, że zwierzał się Conradowi z każdego aspektu swojej pracy, do najmniejszych szczegółów. O przyjaznych stosunkach Conrada z Retingerem świadczy fakt, że pierwszą podróż do Polski, po 20 latach nieobecności, odbył on w 1914 r. pod opieką państwa Retingerów. Wybuch I wojny światowej przerwał im miły postój w Krakowie i Zakopanem i — choć odrębnymi drogami i z wielkimi przygodami — powrócili do Anglii.

Rękopisy Retingera w zbiorach Biblioteki Polskiej nie obejmują, niestety, okresu sprzed 1915 r. Na pytanie, co stało się z wcześniejszymi papierami, znajdziemy odpowiedź w liście Jessie Conrad pisanym 10 XI 1917 r. do mieszkającego wówczas w Paryżu Retingera, w którym donosiła, że pani Volwes stara się z nim skontaktować, obawiając się o losy jego książek, listów i innej korespondencji, gdyż nie ma pieniędzy na ich przechowanie. Możemy tylko sądzić, że zapalczywa gospodyni (?) z braku odpowiedzi wrzuciła papiery do kosza.

Retinger w Polsce od roku 1911 zajmował się publicystyką, a od 1913 przebywał w Londynie, gdzie prowadził Polskie Biuro Informacyjne (jedną z czterech filii organizacji polskiej, tzw. Rady Narodowej, trudniącej się propagandą „sprawy polskiej”), uczęszczając jednocześnie na wykłady w London School of Economics. Z wybuchem wojny posiadał więc wszelkie intelektualne atrybuty, by z polecenia lwowskiego Komitetu Narodowego reprezentować jego poglądy polityczne, zarówno w Anglii, jak i we Francji. Uzbrojony w listy polecające z Galicji oraz posiadając rozległe kontakty polityczne wśród Anglików i paryskiego „milieu” rozpoczął pierwszą swą misję na rzecz Polski[3]. Metoda, jaką obrał, była prosta; jako wychodźca—cudzoziemiec, nie posiadający stanowiska prestiżowego ani politycznego, a także fortuny, wprowadzenie w kuluary towarzystwa paryskiego musiał komuś zawdzięczać. Tą osobą był jego opiekun hr. Władysław Zamojski. Potem polegał wyłącznie na swym sprycie i nieprzeciętnej inteligencji. Władając kilkoma językami, nawiązywał łatwo stosunki z dygnitarzami życia politycznego, często bardzo wpływowymi, i dzięki nim docierał do celu. Listy polecające otrzymywał właśnie od osób bezpośrednio niezaangażowanych w formowanie polityki rządu, jak np. markiz „Boni” de Castellane, człowiek o dużych znajomościach, lub Joseph Caillaux[4], który podobnie jak Castellane dodatkowo prowadził interesy handlowe z Ameryką Południową. W Anglii takimi kontaktami byli m.in. magnat prasowy, właściciel „Daily Mail” Lord Northcliffe oraz Lady Cunard, której zawdzięczał znajomość z premierem Herbertem Henrym Asquithem[5]. Retinger, chociaż znał język angielski, wolał posługiwać się francuskim; pisanie szło mu ciężko, nie miał naturalnego daru literackiego. Arnold Bennett, znany pisarz brytyjski, któremu Retinger wysłał artykuł do poprawki, pisał: „[...] Przejrzałem manuskrypt, ale wydaje mi się, że pojęcia polityczne są krańcowo niedojrzałe [...]”[6].

Pierwszy oficjalny kontakt z władzami brytyjskimi nastąpił 3 IX 1914 r. Całą skomplikowaną i poważną sytuację na arenie polityki międzynarodowej można by było przedstawić w ogromnym skrócie i w prostych słowach następująco: wykorzystując przychylność przemysłowca handlującego z Rosją i Austrią mr MacElwee, wyrobił sobie Retinger audiencję u urzędnika Foreign Office sir George’a Clerka, któremu przedstawił się jako wysłannik pierwszoplanowych osobistości Galicji, przywożący informację o Polakach w trzech zaborach, chcących walczyć razem o wyzwolenie Polski, a nie przeciw sobie. Sugerował, że gdyby Wielka Brytania wraz z Francją zagwarantowała, iż obietnice dane Polakom w proklamacji przez wielkiego księcia Mikołaja będą dotrzymane, to cała Polska będzie walczyć u boku aliantów. Tysiące Polaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych powróciłoby wg Retingera do Europy na własny koszt, aby wspólnie zwalczać wroga. Twierdzenie Retingera wydawało się niekonsekwentne. Dlaczego bowiem przeciwstawiał się, wbrew swym przekonaniom osobistym, tworzeniu legionów we Francji, a opowiadał za werbowaniem ochotników polskich w USA i Kanadzie? Czy rzeczywiście, jak pisze w swych pamiętnikach — chciał spotkać ,jak najwięcej enigmatycznych Amerykanów”? Plany te spotkały się z wyraźną, negatywną odpowiedzią podsekretarza stanu Clerka, zdaniem którego rząd brytyjski nie da gwarancji, która może podważyć szczere intencje Rosji. Przyrzekł jednak przekazać sprawę swym przełożonym. Sprawozdanie z rozmowy zostało opatrzone notatką: „Nie zwracać uwagi na samozwańczego wysłannika”[7]. Decydująca jednak była opinia samego ministra spraw zagranicznych sir Edwarda Greya, przekazana Retingerowi w liście z dnia 3 IX 1914 r.: „[...] Rząd JKM sympatyzuje z rosyjską proklamacją, która została szczerze tu przyjęta przez ogół publiczności [...]”[8]. List ten w rękach Retingera był atutem wykorzystanym przez niego w pełni, począwszy od opublikowania go w prasie, poprzez używanie jako glejtu w listopadowej wyprawie do Ameryki w 1914 r., na spotkania z Polakami w Nowym Jorku i Chicago9[9]. Stanisław Osada, sekretarz Filii Rady Narodowej w Ameryce w sprawozdaniach pisze, że Retinger przybył nie zaproszony[10].

Sprawa pomocy Polsce w odzyskaniu niepodległości a jednocześnie brak na gruncie londyńskim Polaków upoważnionych do zajmowania stanowiska w imieniu poważniejszych ugrupowań znalazła odbicie m.in. w liście Laurence Almy Tademy, córki przyjaciela Polaków i znanego malarza Lawrence'a Almy Tademy, z dnia 8 IX 1914 r. pisanym do podsekretarza stanu sir Arthura Nicol-sona „[...] w sytuacji, gdy nie ma obecnie w Londynie żadnego wybitnego Polaka i Polska nie jest reprezentowana w kołach dyplomatycznych i politycznych, powrót «sprawy polskiej» pobudza, niestety, do działalności wielu ambitnych młodych ludzi albo ze średnimi zdolnościami albo o wątpliwej reputacji, którzy samorzutnie wypowiadają się bez żadnego upoważnienia w sprawie, której nie mają prawa poruszać [..,]”[11].

Twierdzenia na temat spotkań na stopie towarzyskiej z premierem Asquithem, którymi Retinger chwalił się w pamiętnikach „[...] miałem zwyczaj pojawiać się na przyjęciach organizowanych przez panią Asquith na 10 Downing St [...]”, nie udało się potwierdzić w materiałach Public Record Office ani w papierach osobistych w Bibliotece, gdzie, wydawałoby się, powinny pozostać namacalne ślady. Owszem, jest list Asquitha odręcznie pisany z dnia-28 VIII 1916 r. z okazji przysłania mu przez Retingera medalu, wybitego w piątą rocznicę śmierci wielkiego i zasłużonego przyjaciela Polaków sir Dudleya Stuarta[12]. Treść listu przytoczę w całości, gdyż w pamiętnikach jest mylnie przedstawiony jako oficjalne wystąpienie premiera w sprawie polskiej: „Jestem wzruszony i wdzięczny za Pana miły prezent w postaci medalu Dudleya Stuarta. Moje współczucie dla Polski z powodu jej cierpień — materialnych i moralnych — jest głębokie. Ufam, że jednym z owoców wojny będzie uzyskanie dla jej narodu przyszłej wolności i szczęścia. Z wyrazami szacunku H. H. Asquith”[13]. Poza tym jest jeszcze karta drukowana, z podziękowaniem Retingerowi za złożone kondolencje z powodu śmierci syna Asquitha (ofiara wojny).

Dla pełnej dokumentacji dodam, że w zbiorach jest jedna tylko wizytówka, ręcznie pisana przez sekretarza premiera, Maurice’a Bonham-Cartera, zezwalająca na wstęp do jego gabinetu w Parlamencie. Można przypuszczać, że tych dwóch panów łączyły zażyłe stosunki, a świadczy o tym list o zwrocie pożyczonych pieniędzy 100 funtów szterlingów, co było dużą sumą na tamte czasy. Retinger zwrócił tę pożyczkę dopiero w latach dwudziestych, dzięki operacjom finansowym w Meksyku[14].

Rewelacyjne, bogate w informacje przybliżające postać Retingera okazały się krótkie liściki Karola S.[15], pisane na oficjalnym papierze francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie pracował. Z humorem przekazywał on wszelkie poufne sprawy Retingerowi, pisał dla niego memoriały piękną francuszczyzną, dostarczał wycinki i artykuły z gazet, był po prostu „zaufanym” Retingera i zawsze znalazł pewny sposób, jak mówił „[...] wygrzebania was z błota i uniknięcia żebrania tego, czego nie otrzymacie w żaden sposób[...]”. Przytoczę jeszcze jeden urywek z listu, który dobrze ukazuje wpływ przyjaciela na Retingera „[...] co do kwestii nowego poćwiartowania wieczystej ofiary, o której mi mówiliście, jeżeli to tylko prawda, to uważam, że należy zapobiec energicznie i natychmiast. Zdaje mi się, że wynalazłem dwie silne antydoty [...] w każdym razie uważam za stosowne, abyście o wszystkim tem, jak i o waszym zajściu z A. E. donieśli hrabiemu, z którym trzeba by jak najrychlej naradzić się w sprawie działania natychmiastowego w kwestii, o której była mowa, jeżeli tylko was nie wywiodą w pole te wszystkie sławetne osobistości, które po Bóg wie jakich obietnicach i mirażach pozostawiają was na koszu[...] Teraz już nie może być mowy, o jakich tam planach heroicznych, a jedynie tylko o uratowaniu ofiary od pożarcia ostatecznego przez rekinów [...]”.

Atmosfera narosła wokół Retingera w 1916 r. zmusiła go do wzmożonej gorączkowej aktywności. Uczestniczył w zorganizowanej przez Polaków konferencji w Lozannie, która miała w zasadzie ugruntować jedno żądanie wobec aliantów — niepodległości Polski. Wyczerpujące i długie sprawozdanie wysokiego urzędnika ambasady brytyjskiej w Paryżu J. D. Gregory'ego przesłane do Foreign Office, omawia nie tylko aspiracje wielu polskich ugrupowań politycznych, ale także daje charakterystykę Polaków tamtego okresu[16]. Jak wynika i z innych dokumentów, Foreign Office było dobrze poinformowane przez swoją agentkę o nazwisku Perring o działalności Polaków, szczególnie takich osobistości, jak Ignacy J. Paderewski, Henryk Sienkiewicz, Erazm Piltz i in., którzy spotykali się aż trzy razy w tygodniu w Montreux[17].

Konferencje w Lozannie oraz pokonferencyjne wnioski i sugestie opisał Retinger w sprawozdaniu przedłożonym w Foreign Office 22 V 1916 r. Mimo braku oficjalnego mandatu przedstawia się w nim, znowu, jako reprezentant galicyjskich Polaków pragnących zjednoczenia i niepodległości Polski i proponuje następujące możliwości zrealizowania marzeń Polaków, do wybrania jednej z poniższych sugestii przez rząd JKM:

  • Doprowadzenie do zjednoczenia opozycji wśród uciśnionych narodów (Polaków, Czechów, Węgrów, Jugosłowian), co zmusiłoby rząd Austro-Węgier do zawarcia pokoju z aliantami na ich warunkach.
  • Zorganizowanie wewnętrznych niepokojów, które zachwiałyby stabilizacją Austro-Węgier, co w dalszej konsekwencji doprowadziłoby do zerwania z nimi przez Niemcy układów.
  • Utworzenie zwartego frontu, który torpedowałby wszystkie plany niemieckie.

Od Anglików żąda Retinger w zamian trzech rzeczy:

  • Pieniędzy na utworzenie Biura z miesięcznym budżetem wynoszącym 50000 funtów szterlingów(!).
  • Możliwości łatwej, nieskrępowanej komunikacji pomiędzy Londynem, Paryżem i Lozanną.
  • Wytypowania angielskiego doradcy politycznego.

22 VII 1916 r. w liście wysłanym z Foreign Office do ambasadora JKM sir G. Buchanana w Piotrogrodzie znajdujemy streszczenie memorandum Retingera ze Szwajcarii, z propozycją zawarcia nieoficjalnej i tajnej kolaboracji pomiędzy agentami brytyjskimi a polskimi poprzez biuro, które mógłby prowadzić znany przywódca religijny i filantrop Aga Khan, a który zdaniem Retingera był wtajemniczony w sprawy polskie”[18]. Jest to bodajże jedyny namacalny dokument proponujący agenturalną współpracę, którą Anglicy z typową rezerwą opatrzyli komentarzem „nie chcę Retingera odrzucać, ale nie mam intencji przyjmowania jego propozycji”[19].

Obsesyjnie powtarzająca się propozycja Retingera była nie do przyjęcia przez Anglików, którzy wyczekiwali kontaktu z upełnomocnionym przedstawicielem Polski. Jednym z takich był, pojawiający się coraz częściej na horyzoncie, Roman Dmowski, którego kontakty z ambasadorem Rosji we Francji Izwolskim oraz trzeźwy i pragmatyczny umysł podobał się Anglikom[20]. Z Dmowskim wymieniany jest również hr. Jan Maria Horodyski, Polak z Galicji, który przyćmi w przyszłości działalność Retingera, wyświadczając duże usługi rządom Francji i Wielkiej Brytanii oraz wywiadowi brytyjskiemu przez długi okres aż do zakończenia I wojny światowej[21].

We wspomnianym sprawozdaniu Retinger zamieścił również memorandum na temat sytuacji na froncie wschodnim[22]. Poza danymi statystycznymi odnośnie do formującego się wojska, Retinger naciskał na zawarcie porozumienia w sprawie utworzenia niepodległej Polski. Żądania swoje wspierał argumentem, że Polska jest już gotowa do ustanowienia samodzielnego państwa, ponieważ zaczyna zawierać układy z innymi narodowościami, głównie z Żydami. Nie przypuszczał jednak, że Foreign Office już zostało doskonale poinformowane przez swego agenta Grunberga na temat paktu z Lugano — koncepcji małej grupy Polaków z Francji, która miałaby tworzyć szyld dla promowania niepodległości Polski. Anglicy określili ten pakt jako „shadowy piece of work”, który później bezceremonialnie został odrzucony przez Kongres Żydów w Ameryce.

Działalność Retingera i rola, jaką chciał odgrywać, niejednokrotnie budziła zastrzeżenia. Przykładem może być depesza do Foreign Office, nadana przez posła JKM w Szwajcarii sir Granta Duffa w dniu 20 VI 1916 r. zapytująca, kim jest osoba o nazwisku Retinger, która w Lozannie występuje jako „łącznik” od spraw polskich? Odpowiedź była krótka: Retinger jest polskim Żydem z Austrii, który przedstawił się w angielskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych jako samozwańczy reprezentant aspiracji Polaków w Austrii. „Jego osoba nie była nigdy brana poważnie pod uwagę i on nigdy nie był upoważniony do reprezentowania rządu JKM”[23].

Opierając się na dostępnych mi dokumentach i listach mogę stwierdzić, że Conrad i Retinger w 1916 r. spotykali się i debatowali nad sytuacją Polski, snując mgliste plany przyszłej egzystencji kraju. W wyniku tych spotkań Conrad napisał memoriał zatytułowany: „Polish Question. Note on the joint Protectorate of the Western Powers and Russia”[24]. Obydwaj przyjaciele spotkali się wspólnie z sir George'em Clerkiem, a wrażenia z tego spotkania podsumował Conrad w liście do Retingera z dn. 21 VIII 1916 r.[25]

Rok 1917 był jednym z gorszych okresów w życiu „szarej eminencji”. Retinger uwikłał się w beznadziejną przygodę miłosną z Amerykanką, publicystką, która szukała także uczuciowych względów u Conrada, co spowodowało oziębienie i ostateczny rozpad przyjaźni. Nieznany dotychczas krótki list Conrada do Retingera pisany 22 VI 1917 r.[26] wygląda trochę na list proroczy, pisany jakby z przeczuciem gromadzących się chmur nad rodziną Retingerów. List cytuję w całości:

„Tres Cher Ami, This moment we receive a pl from Tola which has relieved our very great anxiety. Our warmest congratulations and most affectionate welcome to Miss Retinger. May her shadow grow bigger and bigger for the improper number of years — and thereafter „never grow less”. You have been very dear and good to our big child in Paris. We had a long letter from him. We are very grateful to you. Jessie is writing to your wife and sends her love to you. We both long to see you both. But when will that be?! Ever Yours J. C.”[27].

W życiu politycznym dominowała sprawa wydalenia Retingera z Francji. Wyczuwał nadchodzącą klęskę dzięki listowi Karola S. z 14 V 1917 r., w którym czytamy: „[...] do Kabinetu już się nie fatygujcie, bo paszportu już nie dostaniecie, jest czarno na białym że jesteście już persona non grata [...]”[28].W pamiętnikach Retinger wyraźnie pisze, że powodem „potknięcia się” był jego protest w związku z tworzeniem Armii Polskiej we Francji. Nie udało mi się jeszcze — podobnie jak Janowi Pomianowi[29] — dojść do sedna sprawy, tzn. niełaski u Francuzów. Z papierów Foreign Office możemy wyciągnąć pewne tylko wnioski, gdyż mikrofilmy Intelligence Service (późniejsze M15 i M16) do roku 1918 zostały udostępnione dopiero niedawno i nie wszystkie były dotąd sprawdzone, a dla kompletnego obrazu trzeba by dotrzeć także do archiwów francuskich.

Z korespondencji osobistej można odtworzyć częściowo bieg wypadków. 27 IX 1917 r. Retinger napisał patetyczny list do hrabiego [Władysława Zamoyskiego]: „Łaskawy Panie Hrabio, Widząc jak dalece sprawy polskie i przyszłość Polski jest skompromitowana działalnością pp. Dmowskiego, M[aurycego] Ks. Zamoyskiego i p. Piltza — z drugiej strony zdaję sobie sprawę, jakie trudności nieprzezwyciężone przedstawia walka przeciwko nim — specjalnie w moim wypadku — bez przyjaciół lojalnych i bez pieniędzy — zdecydowałem zaprzestać w pracy politycznej. Nie chcąc narazić się na zarzut burzyciela pokoju między Polakami — usuwam się zupełnie i zaciągam się do jednej z armii sprzymierzonych, by pokazać, że moje czyny i moje życie jest takież jak moje słowa. Dziękuję Panu Hrabiemu za życzliwość mnie okazaną. Całkiem oddany. J. H. Retinger”[30].

Retinger został wezwany do francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na spotkanie z ministrem Pamsem 11 II 1918 r. Stwierdzenie, że spotkanie to (ostatnie obu panów) zakończyło się atakiem furii i odjazdem Retingera do Hiszpanii, jeszcze tego samego dnia, jest nieprawdą, pozostał on bowiem w Paryżu, w hotelu Meurice przy rue de Rivoli jeszcze kilka tygodni, podczas których gorączkowo snuł plany, co dalej począć. Zabrał się przede wszystkim do pisania listów do osób, od których spodziewał się pomocy, a więc wysłał odwołanie do prezydenta Francji, do ministra Pamsa[31], do Londynu z prośbą o wizę. Znajomego Anglika J. Balderstona z Savil Club prosił o rekomendację u kogoś w Nowym Jorku — co ten uczynił, polecając Retingerowi redaktora gazety „New York Timesa” Gilberta Seldesa. Retinger nawet miał czas na rozmyślania nad zatrudnieniem się w agencji handlowej, R. G. Dun & Co. z filiami w USA, na Kubie, w Buenos Aires, Rio de Janeiro oraz w Meksyku, jednak nie wysłał odnośnego formularza.

Myśli o wyjeździe do Meksyku jednak nie porzucił i będąc już na wygnaniu w północnej Hiszpanii, w małej miejscowości Fuenterrabia, pisał 9 IX 1918 r. do znajomych w Foreign Office o wystawienie mu gwarancji — listu żelaznego do państw Ameryki Południowej, najlepiej do Meksyku. Odpowiedź, datowana 26 IX 1918 r.[32] i podpisana przez sir G. Nicolsona, była odmowna i sugerowała, że przecież z końcem wojny Retinger może wrócić do ojczyzny. Po wielu latach w pamiętnikach Retinger pisał, że ten odmowny list zabolał go najbardziej. Anglofil, dla którego, zdawałoby się, niejedne drzwi salonowe były otwarte — napotkał opór ze strony bezkompromisowego urzędnika. Sir G. Nicolson poufnie pisał: „[...] jestem skłonny uznać dra Retingera za międzynarodowego szpiega i nie myślę, że powinien dostać «żelazny list» [...]”[33]. Uwaga ta jest opatrzona innymi komentarzami parafowanymi przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Retingerowi odmówiono wizy już 18 miesięcy wcześniej, z powodu wykrycia kompromitujących papierów, chociaż dowody przeciwko niemu, jakoby zdecydowanie był szpiegiem, są raczej marne. Niemniej, do momentu swego wydalenia z Francji otrzymywał od kogoś znaczne sumy pieniędzy; we Francji uchodził za agenta Caillaux oraz za najemnego agenta rządu japońskiego[34].

Pierwsza faza kariery politycznej Retingera jako „konsyliarza” z Anglią zakończyła się porażką. Następne wiążą się z okresami: 1925-1939, 1939-1945, 1945-1960.

Ostatni jest najmniej może znany i udokumentowany przez historyków współczesnych, a dotyczy działalności Retingera na rzecz zjednoczenia Europy oraz zabezpieczenia jej pokoju i stabilności przez zaangażowanie Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawy europejskie, nad czym debatuje do dziś „grupa Bilderbergu”[35].

Przypisy

[1] Polski słownik biograficzny, t.31, z. 128, Wrocław 1988, s. 148-152. Życie i działalność obu przyjaciół opisane zostały także przez Zdzisława Najdera, Życie Conrada-Korzeniowskiego, wyd. dwukrotnie w Polsce (Warszawa 1980, PIW; Warszawa 1966, Alfa) oraz w tłumaczeniu angielskim Joseph Conrad. A chronicle, wyd. New Brunswick NY 1983.

[2] BPL. Rps. 1280.

[3] Jan Pomian, Józef Retinger. Życie i pamiętniki szarej eminencji, wyd. popr., Warszawa 1990; wydanie wcześniejsze, po angielsku Joseph Retinger memoirs of an Eminence Grise, Sussex 1972.

[4] Były minister rządu francuskiego, zacięty oponent Clemenceau, posądzany o zdradę państwa.

[5] Herbert Henry Asquith (1852-1928) przywódca Partii Liberalnej; premier w latach 1908-1916.

[6] „[...] I have looked through it but its political ideas seem to me to be extremely crude as to rob it of its interest [...]”. BPL. Rps. 1280.

[7] F0.371.2095.

[8] F0.371.2095.

[9] Retinger wyjechał do USA, aby zachęcić Polaków do przyjazdu do Europy i wzięcia udziału w walkach. Zob. artykuł Mieczysława Biskupskiego, Spy, Patriot or Internationalist? The early career of Józef Retinger, Polish Patriarch of European Union, „The Polish Review”, t. 43, New York 1998, s. 23-67.

[10] Wacław Gąsiorowski ps. Wiesław Sclavus, 1910-1915. Historia Armii Polskiej we Francji, Warszawa 1931, s. 279.

[11] F0.371.2095.

[12] Z. Jagodziński, Anglia wobec sprawy polskiej w okresie Wiosny Ludów 1848-1849, Warszawa 1998, Instytut Historii PAN.

[13] „I am much touched by and most grateful for your very kind present of the Dudley Stuart medal. My sympathy with the sufferings of Poland, both material and moral is profound; and I trust that one of the fruits of the war may be to secure for her people a future of liberty and happiness. Yours sincerely. H. H. Asquith”. BPL.Rps.1280.

[14] Ibid.

[15] Ibid., za lata 1915-1918.

[16] F0.371.2747.

[17] Ibid., 371.2750.

[18] F0.371.2747.

[19] Notatka odręcznie napisana przez G. Clerka.

[20] F0.371.2747.53414.

[21] F0.371.3282.

[22] Wedle słów Karola Popiela, przytoczonych w książce Olgierda Terleckiego Kuzynek diabla, s. 26 i 27, Retinger brał udział w I Krajowym Zjeździe Centralnego Komitetu Narodowego w Warszawie w lutym 1916 r., gdzie twierdził, że przyjechał ze Szwajcarii i ma zadanie zapoznania się z nastrojami politycznymi w okupowanym Królestwie, które interesują rząd brytyjski.

[23] F0.371.

[24] Memorandum pt. „Sprawa Polski. Nota odnośnie wspólnego protektoratu państw zachodnich i Rosji” zostało wręczone G. Clerkowi w Foreign Office przez J. Retingera w dn. 16 VIII 1916 r.. Po rozpatrzeniu — mimo całego uznania dla Conrada jako pisarza — stwierdzono, że rząd brytyjski nie widzi, jak praktycznie można ideały pisarza zastosować dla dobra jego rodzinnego kraju. F0.371.2747.

[25] Kopia listu w Bibliotece Polskiej. Oryginał wg artykułu Bogusława Leśnodorskiego, „Twórczość”, r. 13, nr 10/11, znajduje się w Bibliotece Kórnickiej PAN, w której są papiery opiekuna Retingera hr. Władysława Zamoyskiego. Należy przypuszczać, że Retinger wyjeżdżając z Francji w 1918 r. zostawił część swoich osobistych papierów u Zamoyskiego i stąd znalazły się one później w Kórniku. Taki sam los (Kopia w BPL, oryginał w Kórniku) spotkał list z 4 XI 1914 r. podpisany przez urzędnika Foreign Office V. Culitta!

[26] BPL.Rps.1280.

[27] Ibid. „Drogi Przyjacielu! W tej chwili otrzymaliśmy telegram od Toli, który złagodził nasze duże zaniepokojenie. Przesyłamy nasze gorące gratulacje i serdeczne słowa powitania dla panny Retinger. Niech jej smuga cienia roztacza się przez wiele, wiele lat i nigdy się nie zmniejsza. Byłeś bardzo serdeczny i dobry dla naszego dorosłego dziecka w Paryżu. Mieliśmy od niego długi list. Jesteśmy Ci bardzo wdzięczni. Jessie pisze do Twojej żony i przesyła serdeczności dla Ciebie. Oboje wyczekujemy spotkania z Wami. Ale kiedy ono nastąpi? Twój zawsze J. C.”

[28] Ibid.

[29] J. Pomian, Pamiętnik..., jw.

[30] BPL.Rps.1280.

[31] W liście tym, z 10 IV 1918 r., Retinger podtrzymał swoją wersję, przedstawioną także w pamiętnikach, że był proszony przez premiera Asquitha o wyjazd do Ameryki w celu rekrutacji. Dyrektywy mogły być ustne, chociaż znając rutynę urzędniczą Anglików, można sądzić, że istnieją protokoły rozmów Cabinet Office lub War Office, gdzie kwestie rekrutacji były załatwiane. Aby zakończyć kwestię amerykańską, dodam, że w liście Conrada, który był razem z Retingerem z wizytą w Foreign Office, gdzie kwestia rekrutacji wojska była poruszana, Conrad nie podjął tego tematu, jakby nie był ważny. Do tej sprawy niewątpliwie trzeba powrócić.

[32] F0.371.3282.

[33] F0.371.3282.

[34] Ibid.

[35] 35        Zainteresowanych historią „grupy Bilderbergu” odsyłam do książki J. Pomiana, Józef Retinger..., j.w., s. 303-314.

Żródło

ŚLADY POLSKOŚCI - POLONIA I EMIGRACJA W ŚWIETLE BADAŃ I ŹRÓDEŁ HISTORYCZNYCH
[MATERIAŁY z XX SESJI STAŁEJ KONFERENCJI MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE, RAPPERSWIL 4 - 5 WRZEŚNIA 1998 r.]
NACZELNA DYREKCJA ARCHIWÓW PAŃSTWOWYCH | WARSZAWA 1999

Copyrights Note

COPYRIGHTS©: STAŁA KONFERENCJA MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE
CAŁOŚĆ LUB POSZCZEGÓLNE FRAGMENTY POWYŻSZEGO TEKSTU MOGĄ ZOSTAĆ UŻYTE BEZPŁATNIE PRZEZ OSOBY TRZECIE, POD WARUNKIEM PODANIA AUTORA, TYTUŁU I ŹRÓDŁA POCHODZENIA. AUTOR NIE PONOSI ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEZGODNE Z PRAWEM UŻYCIE POWYŻSZEGO TEKSTU (LUB JEGO FRAGMENTÓW) PRZEZ OSOBY TRZECIE.

Więcej o Autorze
Pozostałe Publikacje Autora


Eugenia Maresch

Eugenia Maresch

Studium Polski Podziemnej w Londynie
Działaczka społeczna, historyk, od 2013 r, Prezes SPP w Londynie

WIĘCEJ →

Pozostałe Publikacje


Z tej samej sesji


Stała Konferencja Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie | MABPZ

Stała Konferencja
Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie

Sekretariat

Muzeum Polskie w Rapperwsilu
Schloss Rapperswil
Postfach 1251
CH-8640 Rapperswil
Schweiz

Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
+41 (0)55 210 18 62

UWAGA

Z Sekretariatem MABPZ
prosimy kontaktować się tylko w kwestiach dotyczących Konferencji.

Niniejszy portal internetowy Stałej Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie (MABPZ) został zainicjowany i był prowadzony do 2018 roku przez pracowników Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie i Biblioteki im. Wandy Stachiewicz.
www.polishinstitute.org

Poprzednia wersja portalu MABPZ dostępna tutaj:
www.old mabpz.org

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych
www.mkidn.gov.pl

Przy współpracy z Fundacją Silva Rerum Polonarum z Częstochowy
www.fundacjasrp.pl

Oraz - od 2020 r. dzięki wsparciu Instytutu Polonika
www.polonika.pl

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Fundacja Silva Rerum Polonarum Częstochowa
Instytut Polonika